Konkret 

Zurück

Rennes-le-Château.

  Rennes-le-Chateau jest małą francuską wioską leżącą u podnóża Pirenejów, w której zamieszkuje dzisiaj około 100 mieszkańców. "Swiat zabity dechami",- można by powiedzieć. Tak jednak zawsze nie było, ta dzisiejsza osada była w przeszłości królewską rezydencją początkowo Zachodnich Gotów, później Merowingów i liczyła 30.000 mieszkańców,  ma za sobą ogromną i bogatą  przeszłość (conajmniej 2000 lat) która promieniuje do dzisiaj i stawia w cieniu nawet renomowane i znane miejscowości historyczne.  Rennes le Chateau fascynuje i oczarowuje niezliczoną ilość ludzi: naukowców, historyków, dziennikarzy, poszukiwaczy skarbów, pisarzy, okultystów, religioznawców, nieliczną grupę arystokratów z lini królewskich, wolnomularzy  i t.p. Najbardziej jednak interesuje się tą miejscowością Watykan, mimo, iż  nigdy tego nie potwierdził i żadnych oficjalnych działań czy przedsięwzięć związanych z tą osadą  nie podjął. Kościół Katolicki  od samego początku zawsze "pracował" w tle i  przez swoich ZAPLECZNIKÓW.

Podróżny który dobije do tej wioski, pozostawiając za sobą wąską  prowadzącą pod górę szosę i postawi tam po raz pierwszy swoją stopę, poczuje się tak jakby znalazł się w innym wymiarze. Daleko od zgiełku  współczesnej cywilizacji, gdzie czas się zatrzymał i gdzie zegary odmierzają w zasadzie czas.... który minął. To znaczy, zainteresowani tą osadą i okolicą zaczynają ją poznawać (badać?) od 1 roku nowej ery. Zaspana dziura,- na pierwszy rzut oka, nic interesującego właściwie.... ale pozornie ! Z Rennes le Chateau powiązane są niezliczone legendy, łamigłówki, mity i sagi. Niektóre z nich mówią  że w Rennes, lub w jego pobliżu, ukryty jest "Swięty Gral", inne, że leży tam ogromny skarb Gotów, Templariuszy i  Katharów. Nie brakuje też  pogłosek o tajemnej bazie UFO. Twierdzi się też, że w okolicy znajduje się grób Jezusa. Czy te wszystkie wieści są prawdziwe ? Czy też  należy włożyć je między baśnie ? Co by na ten temat nie myśleć to jedno jest jasne,- nikt definitywnie nie rozwiązał do dzisiaj (oficjalnie) ŻADNEJ  z tych wielu łamigłówek i żadnego duchowego, względnie materialnego skarbu nie znalazł.

O  tych nie do wyobrażenia skarbach/skarbie  napisano w międzyczasie setki książek, jeden z nich miał Abbe Sauniere  pod koniec 19 wieku odkryć. Prawie wszyscy Autorzy przedstawiają nam to alternatywne rozwiązanie, na które rzekomo trafili. Wielu z nich jest  święcie przekonanych, że to zagadkowe misterium w postaci opracowanej "karty skarbów" zidentyfikowali. Nie dość na tym: wskazują swoim czytelnikom gdzie te skarby leżą i gdzie należy po nie sięgnąć. Tylko dlaczego sami te skarby nie wykopali, skoro jak twierdzą są  na 100% pewni że wiedzą gdzie są ukryte  ? Istnieje też grupa osób składająca się z renomowanych historyków i poważnych badaczy zajmująca się tym tematem, wielu z nich dostarcza całkiem rozsądne dowody na to, że ogromny skarb może w Rennes lub okolicy być ukryty, nie lokalizują go jednak.  To jest zupełnie zrozumiałe. Ten skarb może też być wyjątkowo duży, wszakże ci Goci i Templariusze przez kilka stuleci w tej okolicy byli u siebie w domu, dodatkowo posiadali dużo forsy i złota, no i żaden z tych skarbów nie został jeszcze odkryty. Niezależnie jednak od tych ustaleń, to same przedstawienie historycznych faktów jest trochę mało by istnienie tych skarbów potwierdzić. Tutaj dochodzimy do pewnych zasadniczych, moim zdaniem, dziwnych wydarzeń i zachowań.  Na przykład: jaką rolę odgrywał w tej sprawie Watykan ? Jest udowodnione że z Watykanu wpływały do Rennes le Chateau miliony Franc'ów - po co i w jakim celu ? Po to tylko by odnaleźć zwykły skarb ?,- który miałby ewentualnie wpłynąć na "wielkie przemiany" ?,- przecież te miliony które wpływały do Rennes le Chateau i  Abbe Berenger Saunier'a, same były wystarczająco dużym skarbem dla tej skromnej osady i  jej  ubogiego (na początku) duszpasterza?

 Dlatego należy postawić pytanie: jak  obchodzić się z tą łamiglówką z Rennes le Chateau ? Mamy bowiem do czynienia z jednej strony z nauką i badaniami, z drugiej z misteriami i mitami. Historia tej małej osady nie mieści się tylko w jednej czy drugiej sferze, leży prawdopodobnie gdzieś w środku. Dużo można już udowodnić,- dużo jest spekulacją.

Faktem jest, że w Rennes le Chateau i okolicy jest dużo do odkrycia, możliwe nawet że to ostateczne odkrycie wstrząśnie całym Swiatem, głównie ale trafiło by kościół chrześcijański.  Możliwe....,- jako się rzekło ! Bo tak na prawdę, to to czy mamy w tym przypadku do czynienia z materialnym lub duchowym, mitologicznym rodzajem skarbu,  to jak do tej pory nikt tego  z całą pewnością nie może potwierdzić. Niemniej ten fenomen  "Rennes le Chateau" będzie w dalszym ciągu zaprzątał głowy i umysły przeróżnych indywidułów, każde pytanie tworzyć będzie następne. A wszystko będzie  krążyć wokół jednej osoby, Abbe Francois-Berenger Sauniere, który był faktycznym, umyślnym czy przypadkowym, twórcą tego misterium w latach 1885—1917, które do tej pory nie jest wyjaśnione, ale które z pewnością jest znane, conajmnie częściowo, jednej lub paru osobom, a być może nawet wybranym najwyższym dygnitarzom Kościoła Katolickiego i tajnym organizacjom.  Centralnym punktem tej fascynującej historii jest jednak parafialny Kościół w Rennes. Po remoncie przeprowadzonym przez Sauniere nabrał ten sakralny obiekt specyficznego wystroju, można zaryzykować nawet  twierdzenie,- otrzymał wystrój  POGANSKI ! Przy wejściu "wita" przybyszy Demon (diabeł?) Asmodeus. Rozmieszczone w kościele posągi ukrywają w sobie to słowo "Graal" (franc.). Droga krzyżowa jest nietypowa. Obok ołtarza znajdują się dwa Dzieciątka-Jezus. Sauniere umieścił też nad wejściem do kościoła zdumiewający napis "TO MIEJSCE JEST STRASZNE". Jest więcej jak pewne, że Abbe Sauniere pozostawił w tym wiejskim kościółku dużo wskazówek, między innymi, na realne istnienie owego tajemniczego "Swiętego Grala".

T.v.R

**********************

 

"Święty Gral."

Mało co zaprzątało ludzkie umysły, w przeszłości i dzisiaj, jak ów osławiony "Swięty Gral". Dotyczy to głównie ludzi identyfikujących się z t.zw. kulturą "Abendland'u", czyli zachodnio-europejskim chrześcijaństwem. Ten fenomen jest o tyle interesujący, bo NIKT tak naprawdę nie wie co TO jest. Niemniej istnieją ludzie i organizacje (n.p.zakony) którzy twierdzą że ten Gral to kielich z którego pił wino Jezus & Co. podczas "ostatniej wieczerzy", inni twierdzą że jest to czara do której spłynęła  krew Jezusa po przebiciu go oszczepem na krzyżu, jeszcze inne wersje mówią o biblijnym ułamku (ząbku) z korony Lucyfera, lub że Gral to żydowska Arka Przymierza.   Interesująca wersja celtycka znowu  wspomina o "naczyniu odrodzenia". Na końcu warto wspomnieć o wyjątkowo ciekawej wersji, w której mówi się że Gral to,- "królewska linia krwi". Moje rozważania dotyczące tego tematu są natury  teoretyczno-praktycznej, nigdy profesjonalnie tym się nie zajmowałem, to co na ten temat wiem wynika z dość dużej ilości opublikowanych prac i książek, z którymi się dogłębnie zapoznałem i własnych dociekań oraz przemyśleń.Twierdzę zatem że "Swięty Gral" to nic innego jak "Swięta Tajemnica" w sensie specyficznej wiedzy dotycząca królewskiej rodziny z lini króla (?) Dawida. Tajemnica którą strzeżono i dalej się strzeże wyjątkowo starannie od 2000 tyś lat, która pochłonęła tysiące ofiar, o którą toczono wojny, uśmiercano rzekomych czy prawdziwych odkrywców tej tajemicy, płacono za milczenie miliony. Bardziej zrozumiały będzie ten wysiłek w zatajeniu tej historii  jeśli do tej "króleskiej lini krwi" doda się imię Jezusa, a więc w tej tajemnicy może chodzić o "linię krwi Jezusa", to znaczy o jego potomków.  No tak, ale to graniczy już, w opini wielu, z blasphemie. Pozostawmy więc narazie to zagadnienie i zajmijmy się innymi legendami i przekazami zajmującymi się tym zagadkowym - "Gral'em". Każdy, który nawet pobieżnie tym tematem się zajmuje, napewno spotkał się z określeniem czy pojęciem "Strażnicy Swiętego Gral'a" lub "Dozorcy pilnujący tajemnicy Swiętego Gral'a", tacy niewątpliwie istnieli, może nawet istnieją i dzisiaj, pytanie sprowadza się wobec tego: czego pilnowali / pilnują,- materialnego skarbu ?  Czy nie lepiej byłoby sięgnąć do tego skarbca i go zwyczajnie roztrwonić albo wydać na określone cele, w miejsce tej uciążliwej i trwającej już dwutysiącletniej przy nim warty ?  Pierwszym rzekomym facetem który postanowił tę tajemnicę wyświetlić był niejaki Percival z otoczenia rzekomego króla Artura  (historycznie tych dwóch osobników nie idzie udowodnić), który po tego Gral'a się wybrał. W formie pisemnej ta legenda o Gral'u została utrwalona pod koniec 12 stulecia, gdzieś między 1180 i 1190. Autorem tej relacji był  Chrétien de Troyes. Nazwisko to, u badaczy Gral'a, wzbudza dużo emocji, a niektórzy z nich są nim wręcz zafrapowani. To nie dziwi. Właśnie podczas Synodu w Troyes zostali Templariusze (zakon) w 1128 oficjalnie zatwierdzeni. Mógł więc Chrétien de Troyes tą tajemnicę w zaszyfrowanej formie uwiecznić.  To było tak jakoś krótko po tym, jak oni te swoje wykopaliska w Jerozolimie zakończyli (przerwali?) i wrócili do Europy z powrotem. Czy w tych "archeologicznych" pracach natrafili na tego "Gral'a" ? A jeśli tak, to czy zabrali go do Europy ? To są naturalnie tylko spekulacje, ale podejrzenia że w tej historii coś tkwi są w pełni uzasadnione. Templariusze są obok Katharów właśnie tymi których określa się za "Dozorców i strażników Grala (tajemnicy)". Najbardziej interesujące jest jednak  zupełnie coś innego. Otóż, tak Templariusze jak i Katharzy byli w oczach Watykanu "heretykami", Katharzy n.p. nie uznawali papieża i nazywali go "zastępcą diabła na ziemi". Kościół katolicki rozprawił się z nimi krótko, zostali zmieceni z powierzchni ziemi ( szerzej o tym będzie w osobnych odcinkach, poświęconych historii powstania i końca obu zakonów). Co spowodowało, że Templariusze i Katharzy odeszli od nauki głoszonej przez Watykan, względnie nie uznawali głoszonej przez niego ideologii, i później z taką zaciekłością i oporem  włącznie ze zbiorowym popełnianie samobójstw [by nie dostać się w ręce oprawców diabła (katholików)], bronili swoich przekonań (prawdy!) ? Nie można jednoznacznie tego nazwać czy określić. Logiczne jednak jest, że musiało to mieć związek z pobytem Templariuszy na Bliskim Wschodzie, gdzie, być może, do tej tajemnicy się dokopali, i w końcu , jakby nie było, to ci "Strażnicy Tajemnicy", dwa religijne zgrupowania, zostali "odszczepieńcami", więc ten powód zmiany i odejście od głoszonej przez katolików ideologii musiał dla nich być jednoznaczny i czymś konkretnym potwierdzony. Tylko czym ? No... tym Gral'em właśnie,- cokolwiek by to nie było, czy....... JEST ! 

Należy też wymienić inne legendy związane z Gral'em. Bodajże najstarsza wiąże się z pobytem Jozefa z Arimetei , parę lat po ukrzyżowaniu Jezusa, w Brytani. Sam Jezus miał  podobno przed swoimi oficjalnymi występami w Palestynie  żyć w Somerset. W miejscu gdzie stał dom w którym mieszkał, pobudowano  klasztor Glastonbury Abbey.Tak.... legenda ! W pewnym sprawozdaniu (zapisie) o powstaniu  Glastonbury Abbey wspomina się o Jozefie z Arymetei. Miał on razem z apostołem Filipem w 63 roku przebywać w Anglii w podróży misyjnej. Przy czym miał ze sobą mieć, tak opowiadają zakonnicy, kielich użyty podczas ostatniej wieczerzy, ów "Swięty Gral". Józef miał  go rzekomo przekazać któremuś ze "strażników", on i jego następcy przechowywali jego  przez kilka stuleci, aż do momentu kiedy było o nim znowu głośno w związku z legendarnym królem Artusem / Arturem. Nasuwa się w tym miejscu pewne, drążące mnie od dawna, podejrzenie,- czyżby Jezus był z pochodzenia Celtem lub Galem ?

Inny ślad prowadzący do owego kielicha z "ostatniej wieczerzy" wiedzie nas do klasztoru St.Juan de la Pena, pewien dokument z 1134 zaświadcza, że w tym klasztorze znajduje się  kielich w którym przechowuje/ przechowywano krew Jezusa : "W pewnej szkatule z kości słoniowej znajduje się ten kielich, w którym Chrystusa, naszego Pana, uświęcona krew jest zawarta; którego święty Laurentius do naszej ojczyzny do Huesca przywiódł".  Następnym śladem jest potwierdzenie króla Ramiro II z Aragonu z 1135 roku w którym jednoznacznie ten "ex lapide pretioso" (kielich z z szlachetnego kamienia) poświadczył. Zrobiony jest z achatu i ozdobiony rubinami, perłami w złotym obramowaniu. Można go obejrzeć w katedrze w Valencji. Expertyzy potwierdziły że ten kielich zrobiony został między rokiem 400 starej ery i setnym rokiem (100)  nowej ery. Czy w tym przypadku rzeczywiście chodzi o kielich z którego pił Jezus wino, i w którym przechowywano jego krew ?

T.v.R.

**************

Z osadą Rennes-le-Château i otaczającą ją tajemnicą związanych jest cały szereg osób, jednak  Ci od których ten cały rumel pod koniec 19 i na początku 20 wieku się zaczął to: François-Bérenger Sauniere, Marie Dénarnaud i Jean-Jacques-Henri Boudet.

_________________

 

Abbe François-Bérenger Sauniere.

Urodził się 11 kwietnia 1852 w Montzales, miejscowości położonej tylko 3 km. od Rennes-le-Château.

Jego ojciec, Joseph, był burmistrzem i zarządcą  zamku rodziny de Cezarmajou. Szkołę ukończył w Limoux. W 1874 wstąpił do Seminarium w Carcassonne i po trzyletnich studiach wyświęcony na księdza.  Karierę zaczął jako wikary w Alet le Bains. W 1882 powołany został na profesora Seminarium w Narbonne. Jak na osobę skromnego pochodzenia awansował szybko. Podobno z powodu jakiegoś dycyplinarnego uchybienia został odwołany ze swego stanowiska i przeniesiony do Rennes-le-Château gdzie objął 1 czerwca 1885 roku urząd miejscowego proboszcza. Inne źródła podają że stało się to na jego własną prośbę. Ze względu na swoje antyrepublikańskie wypowiedzi zostaje zawieszony  i odesłany powtórnie do Seminarium, na wyraźne naciski ze strony urzędu miasta, Prefektura cofa swoje postanowienie i Sauniere wraca w 1986 znowu  na swoje  probostwo w Rennes le Chateau. Powody dla których Abbe Sauniere odesłany został do Rennes le Chateau, miejsca i okolicy opuszczoną przez Boga i ludzi, względnie trafił tam dobrowolnie, nie są jasne. Pierwsze lata jego urzędowania upływają na polowaniu, łowieniu ryb, spacerach po okolicy, pogłębianiu łaciny, greki i  hebrajskiego. Jak wielu jego kolegów z okolicy bierze sobie za gospodynię młodą dziewuchę, 17 letnią Marie Denarnaud, późniejszą swoją kochankę i spadkobierczynię. Kościółek pod wezwaniem Marii Magdaleny, wyświęcony w 1059, roku, zastał Sauniere w stanie daleko posuniętej ruiny, podobnie jak miejscową plebanię. Podejmuje decyzję o renowacji kościoła, pierwsze pieniądze pożyczya od Gminy, i nagle..... otrzymuje wyjątkowo dużą sumę (3000 tyś Franc'ów w złocie) od arystokratycznej rodziny Chambord. Konkretnie, od hrabiny von Chambord. Suma, jak na owe czasy, prawdziwie książęca. Podczas remontu odkrywa w filarze (gotyckim) podtrzymującym z jednej strony ołtarz kilka pergaminów z zaszyfrowanymi informacjami. I w tym miejscu, jakgdyby, zaczyna się to prawdziwe misterium wokół Rennes le Chateau. Jaki interes widziała lub miała ta arystokratyczna rodzina w nawiązaniu do osoby Abbe Sauniere...... i w ogóle w Rennes ?-, tym więcej wzbudza zaciekawienia, jeśli dowiadujemy się że dostarczycielem tej forsy był osobiście przedstawiciel rodu Habsburgów, arcyksiąże Johann Nepomuk Salvator von Habsburg, kuzyn austriackiego następcy tronu, który później był częstym gościem Abbe Sauniere. Rolę, jaką ten arystokrata odegrał w tej historii jest ciągle niejasna. Jasne jest tylko jedno,- proboszcz Sauniere zostaje niespodziewanie bogaczem, zakłada w poważnych europejskich bankach konta, obdarowuje kolegów proboszczów drogimi antykami, wczesnośredniowiecznymi monetami i drogocennymi kielichami. Zycie i postępowanie Sauniere wzbudza podejrzenia ( a może zazdrość) u jego przełożonego biskupa z Carassconne Monseigneur de Beauséjour. Ząda od Sauniera wyjaśnień i rachunków, proboszcz kluczy i wymiguje się jak może, w końcu oświadcza że wszystko należy do jego gospodyni Marie Dénarnaud. Biskup chwilowo jest załatwiony, nie popuszcza jednak. Sauniere zostaje w 1911 suspendowany pod zarzutem odprawiania "czarnych mszy", to znaczy zarzucono jemu  branie  pieniędzy od żywych za  zmarłych, w których intencji te msze miał odprawiać. Osobiście nie widzę w tym nic złego, każda forma zarobku jest dobra, a szczególnie taka w której ludzie pozbywają się dobrowolnie swoich oszczędności. Biskup mianuje nowego proboszcza, niejakiego Abbe Marty. Nie ma on jednak w Rennes żadnego posłuchu, wszyscy mieszkańcy jego msze bojkotują. Ale Sauniere popada w finansowe kłopoty, sprzedaje nawet dużo swoich prywatnych rzeczy. Ciekawe dlaczego ?-, nie ma dostępu do źródła/źródeł czy zakręcili mu kran? Niezależnie  od tego odwołuje się do Watykanu i w 1914 nowy papież Benedykt XV, przyjaciel Habsburgów, potwierdza Sauniere na stanowisku proboszcza w Rennes, dostaje jednak pokutę, musi udać się do Lourdes. Jak wrócił, pływał znowu w pieniądzach.

W 1915 umiera jego przyjaciel (mentor ?) Henri Boudet, Sauniere rezygnuje z dalekich spacerów i poświęca się całkowicie projektowi swojego życia, postanawia otoczyć osadę trzymetrowym murem (nawiązując do wcześniejszej osady obronnej ze średniowiecza), pobudować 50 metrową wieżę  wspartą na 9 betonowych słupach. Koszt tego przedsięwzięcia, według kosztorysu przedstawionego przez architekta Elias'a Both'a, opiewał na sumę 80 milionów Franc'ów w złocie. Budowa  rozpoczęła  się 5 stycznia 1917, nagle, 17 stycznia dostaje Sauniere wylew (?) i 5 dni później umiera. Wszystko wygląda pozornie normalnie. A jednak pewne rzeczy wzbudzają zdumienie. Kolega Sauniere i zarazem jego spowiednik, Abbe Riviere,  spowiada przed śmiercią Sauniere, który musiał wyjawić Riviere tajemnicę swojego życia. Riviere odmawia umierającemu ostatniej posługi, namaszczenia olejem, i wychodzi z domu, według naocznych świadków mieszkańców Rennes, blady i skonsternowany, sprawiający wrażenie jakby nie kontaktował z rzeczywistością. Sześć miesięcy później umiera Riviere w domu dla obłąkanych.

 Zdumiewający jest też fakt, iż Marie już 12 stycznia 1917 zamówiła dla Sauniere trumnę. Zachowało się oryginalne zamówienie. Znajomi Sauniere poświadczają jednak, że 12 stycznia cieszył się Sauniere doskonałym zdrowiem.

Frapujące jest również, że na pogrzeb Abbe Sauniere przybyło sporo ważnych osobistości z szeregów arystokracji z licznych krajów i ze strony francuskiego rządu, mimo trwającej wojny. Najbardziej fascynujące i zarazem tajemnicze jest jednak, że zwłoki  Abbe Berenger'a  Sauniere otulone były szkarłatną togą i umieszczone w fotelu przed wieżą Magdala,- Sauniere biblioteką, gdzie czuwano przy zmarłym. Był Berenger Sauniere (ostatnim?)  katarskim papieżem ?

T.v.R

************************************************

Marie Dénarnaud

Urodziła się 12.sierpnia 1868 w Espéraza, miejscowości leżącej tylko parę kilometrów od Rennes. Pochodziła z rodziny rzemieślników-kapeluszników. W 1886 zostaje gospodynią proboszcza Sauniere. Za nią pociągnąła jej familia, mieszkali z Sauniere razem  na plebani, na której podobno dochodziło między matką Marie a proboszczem do scysji. Czyżby rodzinnych ?  Przeżyła z Sauniere 21 lat, wystarczający czas by została wprowadzona we wszystkie machinacje Sauniere i odkryte przez niego tajemnice. Oficjalnie uważa się Marie za jedną z niewielu osób, którym miał Sauniere powierzyć swoją wiedzę i  zaznajomić z  dokonanymi  przez niego odkryciami. Sporo badaczy uważa, że  Marie Dénarnaud  została Abbé Sauniere "podrzucona" w charakterze szpicla, inni twierdzą zgoła, że była jego córką. Są to niczym nie potwierdzone przypuszczenia, względnie domysły. Faktem jest, że wszystkie pieniądze przychodziły na jej konto, "przez jej palce",- jak twierdzą niektórzy. Należy jednak pamiętać, że za nim Sauniere umarł, przepisał na nią cały swój majątek, a ziemię kupował za swojego życia na jej nazwisko ! Z przyczyn praktycznych, o których już wspomniałem ! Faktem jest również, iż Marie odbywała z Berenger'em długie wycieczki po okolicy, i razem, najczęściej w nocy, "przeorywali" wspólnie miejscowy cmentarz. Czy to wystarcza by uważać ją za "mocny charakter", za osobę kierującą, rzekomo z pozycji  CIENIA, proboszczem Sauniere ? Marie Dénarnaud zmarła 21.stycznia 1953 r. w wieku 85 lat,- podobno na wylew.

Analiza.

Prawie wszyscy badacze i pisarze zajmujący się tym misterium "Rennes le Chateau" przytaczają wypowiedziane po śmierci Sauniere przez Marie słowa : "Mieszkańcy Rennes le Chateau spacerują na czystym złocie. Z tym co proboszcz Sauniere pozostawił, może się przez sto lat cała wieś ubierać w najlepsze rzeczy i dostatnio żyć,- i tak sporo z tego pozostanie". Jeżeli te dwa zdania wypowiedziała,  a na to wygląda,  przyjmując za prawdę to co piszą badacze, to..... nie miała o materialnym skarbie żadnego pojęcia. Żeby mieszkańcy Rennes, i ona sama, z tego złota mogli korzystać powinni wiedzieć gdzie ono leży, względnie gdzie Sauniere je schował, tego jednak ani mieszkańcy tej osady nie wiedzieli jak też Marie D. Gdyby było inaczej, to by czerpali z niego pełną garścią.Tak się jednak nie stało. Inaczej mówiąc, Abbe Sauniere nic im nie "pozostawił" co jasno i niedwuznacznie z jej wypowiedzi wynika. I jezcze coś, gdyby Sauniere ten "ogromny skarb" znalazł to mógł przecież swojemu zwierzchnikowi biskupowi z Carassconne swobodnie o tym powiedzieć, żadnemu duchownemu nie było zakazane taki skarb znaleźć, zamiast wpłacane przez różne osoby i instytucje sumy ukrywać.

Inny akapit spotykany w pracach i książkach zajmujących się tym tematem brzmi : "Marie, która ubierała się według najnowszej paryskiej mody i czasami nosiła osobliwe stare kosztowności (klejnoty) w okół szyi, zwana była przez  pełnych uszanowania mieszkańców 'Madonna'. Jak jednak postarzała i pokryła się zmarszczkami,  mówili o niej tylko 'Mademoiselle Marie'." I co ?,- mają te "osobliwe stare kosztowności" i modny ubiór świadczyć, bo o dowodzie wogóle nie ma co mówić,  że była w posiadaniu olbrzymiego skarbu Gotów, Templariuszy czy Katharów ? Oczywiste bzdury ! Mieszkańcy Rennes le Chateau zwracali się do Marii z uszanowaniem za życia Berenger'a, który obdarzał ją kosztownościami, jak jego zabrakło, zwracali się do niej per 'Mademoiselle'. Nie była więc wielką Damą, która wzbudzała respekt dystyngowanym zachowaniem, swoją inteligencją czy olbrzymim bogactwem,- zmarła jako rencistka nie wyjawiając nikomu swojej "tajemnicy". Tej materialnej nie znała, a o tej mistycznej nie miała odwagi nikomu powiedzieć, współcześnie z nią żyjący mieszkańcy tego osiedla opowiadali, że nocami chodziła po cmentarzu i miała ogromny strach przed diabłem, tylko przed którym? ,- tym mitycznym czy tym prawdziwym ?

T.v.R.

************************************

"Skarb"

Zanim zrelacjonuję dalsze i bliższe wydarzenia w Rennes le Chateau i w południowo-wschodnim  skrawku dzisiejszej Francji  [Departamenty, Aude, Ariege, Pyrenees- Orientales], należy  wyjaśnić samo pojęcie SKARBU, w sensie gromadzonego przez setki lat przez świątynie, władców, zakony, Rzymskie Imperium i Watykan  złota, srebra i drogich kamieni, względnie starożytnych wyrobów złotniczo-jubilerskich o nierzadko ogromnej wartości artystycznej, religijnej czy pamiątkowej, i innego rodzaju "skarbu" którym jest słowo pisane relacjonujące z pierwszej ręki wydarzenia z przeszłości które ze względu na swoją "bombową" zawartość bardziej się ukrywa niż skarb materialny. Zeby dać czytelnikowi pewne wyobrażenie w tej materii posłużę się cytatem Michael'a Baigent'a i Richard'a Leigh z napisanej przez nich Książki "Verschluss-sache Jesus":

" Znaleziona w pieczarze nr 3 (Qumran) miedziana rola zawiera spis inwentaryzacyjny. Chodzi o wykaz 61 miejscowości w których zdeponowano złoto, srebro i wartościowe naczynia sakralne. Większość z tych schowków znajduje się w Jerozolimie, NIEKTÓRE  POD SWIĄTYNIĄ lub w jej pobliżu. Inne natomiast w okolicy Jerozolimy a niektóre w Qumran. Jeśli podane w tej roli liczby się zgadzają, to cały ciężar pochowanego w różnych miejscach skarbu wynosi 65 ton srebra i 26 ton złota (tona = 1000kg.) o dzisiejszej wartości 90 milionów Marek (D.M.,-suma podana przez Baigent'a, czyli około 45 milionów Euro.Z.). W porównaniu do innych skarbów nie jest to żadna kwota przyprawiająca o zawrót głowy ( 13. marca 2005 główna wygrana w Totku w Niemczech wynosiła 21 milionów Euro. Z.).  Zatopiona hiszpańska galera przyniesie, dla przykładu, dużo więcej dochodu. Pamiętać jednak należy, że wartość starożytnego skarbu ze względu na jego religijny i symboliczny charakter jest  wiele większa.(....) Z tekstu spisanego na owej miedzianej roli jednoznacznie wynika, że chodzi o część skarbu należącego do jerozolimskiej świątyni i który to skarb został ukryty przed rzymskimi najeźdcami" (k.cyt.).

Dokonajmy więc małego porównania, z jednej strony mamy te 65 ton srebra i 26 ton złota składające się na skarb, z drugiej znalezione (oficjalnie i do tej pory) w okolicy Rennes le Chateau skarby: 50 kg bryłę złota,  złotą płytę o wadze 20kg. z wtopionymi w nią arabskimi monetami, znalezione przez Abbe Sauniere w kościelnym grobowcu naczynie (krug) ze średniowiecznymi monetami, i odkryty (przypadkowo?) przez francuskiego badacza tajemnicy Rennes le Chateau, André Douzet'a, skarb we wsi Perillos, który według niego składał się z "27 kg monet, królewskich pieczęci, klejnotów, antycznych mieczy i wielu innych rzeczy". Coś skromniutko,- z tymi "skarbami", jeśli uwzględnimy i porównamy sumę 80 milionów Franc'ów które miał zamier wydać Sauniere na mur dookoła Rennes i ową wieżę. Porachujmy za tym: dzisiejsza wartość ówczesnego 1mln Franc'ów = dzisiejszym 10.000.000 mln D.M. Czyli, 80mln. dawniejszych Franc'ów robi dzisiaj 800ml. D.M.,- inaczej  400 mln Euro. Aktualna cena 1 kg złota (sprawdziłem na Giełdzie) wynosi 10,500 Euro. Wychodzi, że  80mln.ówczesnych Franc'ów,  albo  400mln Euro, to 38ton złota! Należy założyć, że Sauniere nie miał zamiaru przeznaczyć całego swojego majątku na remont Rennes le Chateau tylko, powiedzmy, połowę. Musimy w tym przypadku ilość tego skarbu podwoić do 76 ton złota. Jeśli Sauniere znalazł to złoto na cmentarzu lub w kościele, co zgóry wykluczam, to gdzie je zdeponował ? W komórce na swojej plebani ?  A w przypadku znalezienia owych 76 ton złota w okolicy, kilka lub kilkanaście kilometrów od Rennes, to jak je transportował do jakiegoś zaufanego Banku by zamienić ten skarb na żywą gotówkę,- karawaną złożoną z osłów którą osobiście prowadził, żeby się nic nie wydało ? Rzecz wyglądała by zupełnie inaczej gdyby Sauniere znalazł n.p. siedmioramienny świecznik ze złota, czyli Menorę, którą z innymi skarbami przywieźli triumfalnie Rzymianie do wiecznego miasta, lub też  o Arkę Przymierza. Ta część skarbu jerozolimskiego została, podczas zdobycia Rzymu przez germańskich Gotów i trzydniowego plądrowania tego miasta, przez nich zabrana i prawdopodobnie  ukryta w okolicy Rennes le Chateau, osiedla przez nich założonego i nazwanego  RHEDAE, nazwy wywodzącej się od koła wozu ( o czym szerzej przy innej okazji). Tych sakralnych obiektów jednak Sauniere nie znalazł, gdyby tak było, to po skasowaniu przez niego "znaleźnego" upiększały by te narodowe relikwie Zydów Narodowe Muzeum w Izraelu. Jakiego rodzaju "skarb" zatem znalazł Abbe Sauniere ? Ba, gdybym to ja wiedział ! Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują jednak na to, że musiało to być coś niezwykłego i z materialnym skarbem nie miało nic wspólnego. Czy były to owe "Praewangelie", całe i oryginalne "Dzieje Apostolskie", które w dzisiejszej rozpowszechnianej wersj uchodzą albo za ocenzurowane lub podawane w formie skróconej ? A może o własnoręcznie spisane przez Józefa z Arymatei  "pamiętniki", człowieka  który wyprosił u Piłata o to by mógł Jezusa zdjąć z krzyża (co według rzymskiego prawa nie było dozwolone/praktykowane) i "pochować" w należącym do niego grobowcu ?  

T.v.R

*************************************

 

Czas na przedstawienie kolejnej osoby związanej z misterium Rennes le Chateau.

 

Abbe  Henri  Boudet.

 

Jean-Jacques-Henri Boudet urodził się 16.listopada 1837 w Quillan. Jego wykształcenie finansował  Abbe  Cayron. Boudet okazał się niezwykle zdolnym młodzieńcem, maturę zrobił w Seminarim w Carcassonne w angielskim, władał  biegle kilkoma językami w tym greckim, łaciną, hebrajskim i niemieckim, znał się doskonale na archeologii,  kartografii i geodezji. Jego znaczenie w tym tajemniczym misterium nie jest całkowicie jasne. To co rzuca się natychmiast w oczy to to,  iż tak uzdolniony człowiek oddelegowany został na wiejskie probostwo niedaleko Rennes le Chateau,- do  Rennes-les-Bains. Przypadek czy przemyślona do końca decyzja ? Sporo badaczy uważa nawet, że to nie Sauniere lecz Boudet odegrał w tej historii decydującą rolę. Istnieję poważne poszlaki na to, że Boudet był pomysłodawcą wystroju kościoła w Rennes le Chateau. Boudet podczas nieustannych wędrówkach po okolicy, które odbywał w towarzystwie swojego brata Edmunda który z zawodu był geodetą (mierniczym) posiadł ogromną wiedzę dotyczącą tego  skrawka ziemi. Wydał  książkę p.t.  "La Vraei Langue Celtique et Le Cromleck de Rennes le Bains" (Prawdziwy Celtycki Język i Ten Kromlech z Rennes-les-Bains), która wydana została w 1886r. w wydawnictwie François Pomičs, wydawnictwo to ale już w 1880 zostało zamknięte i w 1886  nie egzystowało. Takich i podobnych zagadek  w samym rebusie "Rennes Le Chateau" jest mnóstwo. Po ukazaniu się tej książki krytyka orzekła: "bardzo komiczne i niepoważne studium". Taka miażdżąca krytyka nie dziwi, dlatego, bo książka zawiera pełno absurdów i dziwnego humoru,  alle..... taki styl pisarski nie odpowiada w żadnym przypadku charakterowi i osobie proboszcza Boudet'a ! Zatem należy przyjąć, że książka zawiera zaszyfrowany przekaz, i osoba nie znająca klucza nie jest w stanie ją rozszyfrować. Z całą pewnością zawarta jest jednak w tym tekstcie tajemnica rodu Hautpoul von Blanchefort, rodu który być może znał następującą tajemnicę: "Sw. Gral" =san creal=Sang Real= królewska linia krwi, ta sama krew, która też płynęła w rodzie Blanchefort i płynie do dzisiaj w następcach Habsburgów ? Więcej w odpowiednim czasie.

Proboszcz Boudet dołączył do swojej książki dwie mapki na których wyraźnie zaznaczył znajdujące się na tym terenie kamienne budowle (odcinki) ułożone ludzką ręką, t.zw. Menhiry, które z dużą dozą prawdopodobieństwa tworzyły potężny krąg, coś w rodzaju ogromnej świątyni (?) na wolnym powietrzu. Do tego wniosku doszła też Belgijka Martha Nejman w swojej książce " Geheimakte Rennes-le-Château". Ta ogromna budowla pochodziła zapewne z megalitu, lub z jeszcze starszej epoki. Jakiej i jak starej ? To można stosunkowo łatwo ustalić bo wynika to z samego tytułu książki Boudet'a. Nie chodzi zwyczajnie o Celtów tylko o "prawdziwych" ich przodków. Boudet musiał jakąś wiedzę na ten temat posiadać. Jednak niepełną, bo w końcu kim byli ci Celtowie,- Pragermanami ! Budowle megalityczne rozciągają się w Europie od północy po południowe wybrzeże Hiszpani, i taka była kolejność ich powstawania. To nie jest jednak wszystko, amerykańscy badacze ( europejscy nie potrafią wyzwolić się z dogmatów, lub nie pozwala się im !) wysunęli teorię, iż obszar od północnych rubieży dzisiejszych Niemiec wraz z półwyspem Jutlandzkim aż po południową Hiszpanię to była..... Atlantyda II ! No niezupełnie, ale kierunek obrali właściwy, i wnioski które wyciągnęli z pewnych starych wydarzeń  są już bliskie tym prawdziwym wydarzeniom, to znaczy, że chodzi o ludzi którzy byli twórcami kultury  ATLANTYCKIEJ,- względnie byli bezpośrednimi spakobiercami kultury  Atlantydów - którymi byli właśnie Celtowie ! A co ma (miał) z tym wspólnego nasz  proboszcz Boudet ? Albo wszedł on, przez własne przypadkowe lub wypracowane odkrycie w posiadanie dokumentów o ogromnym znaczeniu historycznym, względnie ktoś takowe jemu udostępnił, co umożliwiło jemu dojść do tego , że stał się właścicielem  pewnej tajemnicy historyczno-religijnej, która pozwoliła jemu dojść do dużego majątku. Z jego ksiąg kontowych wynika, że od 1891 do 1893 i od 1895 do 1901 dokonywał  przelewów dla Marie Dernanaud, gospodyni Abbe Sauniere, w wysokości 3.679.431 Franc'ów w złocie.

Abbe Boudet napisał jeszcze trzy inne książki: "Namen von Narbonne", "Sonnenalphabet" i "Lazare veni foras" [ Nazwiska z Narbonne, Słoneczny Alfabet, Łazarzu Wyjdź (z zapomnienia?)]. Ostatnie dwie nie zostały nigdy wydane i egzystują tylko jako manuskrypty. W "Lazarus veni foras" prawdopodobnie ( nie znoszę tego wyrazu) Boudet  daje do zrozumienia, że ta historia z Łazarzem nie miała miejsce w Palestynie (Swiętej Ziemi ?) lecz w departamencie Aude w południowej Francji, tak twierdzi przynajmniej Thierry LaCombe który z pismami Boudet'a dokładnie się zapoznał. Twierdzi on też, iż jest w posiadaniu kopi oryginalnego wydania tych pism, przyczym, i to jest niezmiernie ważna wskazówka w powiązaniu z tym co wyżej zaznaczyłem (Atlantyda), że to co pisze Boudet w "La vraie langue celtique" należy ściśle powiązać a nawet leży w bezpośrednim związku z tekstem zawartym w "Lazarus veni foras" (ten wątek w odpowiednim czasie poszerzę) !  Inny specjalista zajmujący się tym misterium, Gérard de Sčde, autor książki  "Le tresor maudit" twierdzi wręcz, że kościół pod wezwaniem św. Magdaleny w Rennes le Chateau jest zobrazowaniem i uzupełnieniem Boudeta książki "Vraei Langue Celtique....". Kawał  niesamowitego faceta było z tego Boudet'a, podczas swojego urzędowania na probostwie  Rennes le Bains wykazywał się zadziwiającą  skrzętnością i żywotnością, na miejscowym cmentarzu sporo tablic na grobach wymienił a niektóre zupełnie usunął. Wskazówka na to, że wszystkie możliwe informacje mogące pomóc w rozszyfrowaniu tej zagadki pousuwał, szczególnie te które zawierały nazwiska pochowanych z rodu Blanchefort ! Władzom kościelnym była naturalnie aktywność tego rodzaju, podległego im duchownego, zupełnie nie po myśli, biskup diecezjalny zarządał wręcz wycofania książki Boudet'a. Pewnie z powodu tego zdania znajdującego się w przedmowie : "Poprzez interpretację osoby wykształconej i znającej  obce języki , wkroczyć w tajemnicę pewnej lokalnej historii...." Na nacisk diecezji musiał Henri Boudet 30 kwietnia 1914 roku swoją parafię opuścić. Zmarł 26 marca 1915, jak wielu w tamtym rejonie, na "grasującą" tam "epidemię",- wylew krwi, i pochowany w Axat, a na pomniku w gipsowym odlewie umieszczono wyjątkowo dziwną rzecz, jego książkę  "La vrai langue celtique" z cyframi 310XI.  Wyjątek potwierdza regułę,- mówią. Jego następca w parafii Rennes le Bains, Abbe Rescaniér, został krótko po objęciu funkcji proboszcza zamordowany, miał on podobno przeprowadzić w tajemnicy śledztwo i wyjaśnić, między innymi, w jaki sposób Boudet doszedł do tak ogromnych pieniędzy. Parę dni przed swoją śmiercią napisał Boudet do swoich kościelnych zwierzchników list w którym proponował im swoją pomoc w wyjaśnieniu śmierci Rescaniér'a. Kiedy wysłannicy biskupa dotarli 30 marca do Boudet'a, znaleźli go jednak martwego. Czy Abbe Boudet odkrył prawdziwe pochodzenie Jezusa, jego ewentualny grób i historię jego następców, wywodzących się z jego nasienia i łona jego żony,- Magdaleny, oraz największą ukrywaną tajemnicę katolickiego kościoła ? A czemu by nie, do odkrycia jest jeszcze wszystko !

T.v.R.

************

 

Rekonstrukcja wydarzeń w kościele pod wezwaniem św. Magdaleny.

 (Renne le Château)

W końcu było tak daleko, Abbe Sauniere dysponował wystarczającą gotówką by przystąpić do remontu kościółka w Rennes Le Chateau. Pełna rekonstrukcja tego co działo się w kościele nie jest możliwa, bo opiera się ona na relacjach i wspomnieniach zebranych od różnych osób, nie zaś na relacji samego Abbe Sauniere  czy zatrudnionych przez niego murarzy. Do tego dochodzą zniekształcenia dokonane przez dziennikarzy. Jedna ze świadków: "Dziennikarze nie piszą nigdy to co im powiedziałam, tylko mówią zawsze o pergaminach znalezionych w kolumnie podtrzymującej ołtarz, chociaż nigdy im o tym nie opowiadałam." Skąd my taki sposób dziennikarskich relacji znamy ?  W tej wersji miało to tak wyglądać: podczas usuwania ołtarza, który zbudowany był z jednego kamiennego bloku i jedna jego strona w cementowana była w ścianę a druga opierała się na kolumnie zbudowanej jeszcze przez Gotów i która w środku była pusta, znaleziono trzy zapieczętowane drewniane cylindry w których schowane były cztery  role pergaminowe. Szkopuł w tym, że istnienie tych oryginalnych ról (pisemnych przekazów ?) w żaden sposób nie idzie udowodnić, istnieją tylko kopie rzekomych pergaminów, oryginały jeśli nawet istniały to znikły,- i zapewne na zawsze!

Gwoli rzetelnej informacji krótko o tych rzekomo znalezionych pergaminach w kościele  w Rennes le Chateau, dostępnych tylko jako kopie  oryginałów.  Dwa dokumenty  zawierały drzewa genealogiczne. Jeden dotyczył  Grafa von Rhazes ( stara nazwa Rennes) do roku 1244 z pieczęcię  rodu Blancas z Kastylii, w drugim natomiast chodzi o von Francois-Pierre de Hautpoul, Grafa von Rennes-le-Chateau i Bezu i wyprowadzał to drzewo genealogiczne od 1244 do 1644.  Trzeci dokument  zawierał ostatnią wolę  von Francois-Pierre de Hautpoul, ten nie został jednak nigdy opublikowany.  Czwarty pergamin miał zawierać text zapisany z obydwu stron, zwany później  "dużym manuskryptem" i "małym manuskryptem" . Dokumenty (?) te zostały po raz pierwszy oficjalnie opublikowane  w 1965 przez von Gerard de Sede w książce "L´or de Rennes".... ale jako KOPIE.  Wszystkie podjęte nad tymi dokumentami (?) badania  wskazują, że są one sfałszowane, mało tego, dużo specjalistów twierdzi że zostały WYNALEZIONE. Motywy którymi się kierowano podejmując się - w tym przypadku-  fałszerstwa, nie można dokładnie ustalić..... nie można ale z całą pewnością też wykluczyć  tego, że mogą być prawdziwe! Takie postępowanie (fałszerstwa) nie jest niczym sczególnym i dzisiaj, wystarczy wspomnieć o Powell'u  który czytał  "tajny"  dokument  na forum ONZ napisany przez studenta i  przedstawiony  jako opracowanie tajnych służb, tylko po to, by zawładnąć iracką ropą. Powróćmy do oficjalnej wersji wypadków w Rennes le Chateau. No więc, Sanieure wetknął te pergaminowe role  za pazuchę  i udał się z nimi do swojego zwierzchnika, biskupa Monseigneur Felix-Arsene Billard z   Carcasonne, który wybulił z własnej kabzy parę drobniaków dla Sauniere na podróż do Paryża, co mu lekko pewnie nie przyszło, by tam poddać te pisma oględzinom przez miejscowych expertów. To było, zdaniem obu duchownych, konieczne,  bo kapnęli się, że mogły te role zawierać zakodowaną wiadomość. Ten "mały manuskrypt" zawierał text łacinski ( napisany w dziwnej formie) i składał się z trzech ewangelii: Marka(2,23-28), Mateusza(12,1-8) i Łukasza (6,1-5).

"Duży manuskrypt" natomiast zawiera opis Jezusa w domu Łazarza, zachowanie Marty i Marii Magdaleny. (Jan 12,1-11). ( radzę czytelnikom by zaopatrzyli się w Nowy Testament i Biblię S.T. ponieważ będę potrzebne).   Przytoczę w tym miejscu inny fragment N.T.: "A gdy szli, wstąpili do pewnej wioski; a niewiasta, imieniem Marta, przyjęła go (Jezusa,T.v. R.)do domu. Ta miała siostrę, a na imię jej było Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała jego słowa. Marta zaś krzątała się koło różnej posługi; a przystąpiwszy rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi ? Powiedz jej więc, aby mi pomogła. A odpowiadając rzekł do niej Pan: Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; Niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem DOBRA CZASTKE wybrała, która nie będzie JEJ ODJETA." [Łukasz (10, 38-42)].

Cóż miałoby to innego oznaczać jak nie, - jesteśmy (przecież) małżeństwem !

Po tej dygresji (ważnej!) powróćmy do Paryża gdzie Sauniere zapoznał wielu ludzi z kręgów okultystycznych, w tym też Claude Debussy, który był kolejnym Wielkim Mistrzem Prieuré De Sion (Zakon Syjonu). Te dokumenty (?), które miał przy sobie przedstawił Abbe Bieil a ten  znowu zapoznał go z jego  siostrzeńcem/bratankiem, dwudziestokilkuletnim genialnym expertem w dziedzinie lingwistyki i kryptologii Emile Hoffet, który w trzech tygodniach rozszyfrował przywiezione przez Sauniere pergaminy. Zaszyfrowany text "małego manuskryptu" wyglądał  tak: "A DAGOBERT II ROI ET A SION EST CE TRESOR ET IL EST LA MORT. W polskim wolnym przekładzie: "Królowi Dagobert'owi II i Syjonu ( Zakonu, T.v.R.) należy ten skarb i on jest tam martwy", albo,-"Królowi Dagobert'owi II i Syjonu należy ten skarb i on jest tam nie wykorzystany.", albo,- "Królowi Dagobert'owi i Syjonu należy ten skarb i on jest śmiercią / oznacza śmierć."

Rozszyfrowanie "dużego manuskryptu" okazało się trudniejsze, bo zakodowany był bardziej skomplikowanym kluczem, końcowy text brzmiał:" BERGERE PAS DE TENTATION QUE POUSSIN TENIERS GARDENT LA CLEF PAX 681 PAR LA CROIX ET CE CHEVAL DE DIEU J'ACHEVE CE DAEMON DE GARDIEN A MIDI POMMES BLEUES.".

W polskim dowolnym przekładzie wygląda to tak: "Pasterka ładna pokusa,  Poussin, Teniers ten klucz mają/posiadają, pokój 681, przy krzyżu i tym koniu zakończ / zniszczą tego demona  wartowników  w obiad, niebieskie jabłka". Skomplikowane? Nie za bardzo, ponieważ w tym tekstcie pisanym dużymi literami znajdujemy też małe litery i z nich, czytane kolejno, wynikają następujące słowa: "REX MUNDI", co można zinterpretować: "Król Swiata". Z pobieżnej analizy wynika pewne ukierunkowanie na obraz Nicolas'a Poussin "Pasterze z Arkadii", równień na obraz Davida Ternier,- "Kuszenie św Antoniego". Z tymi "jabłkami" nie  bardzo wiadomo co począć, natomiast ten "koń" z całą pewnością dotyczy pewnej skały w okolicy Rennes le Chateau która, przy pewnej dozie wyobraźni, wygląda jak głowa konia. Dość jednak z tymi rebusami, moje przemyślenia  odbiegają w zasadzie od ogólnego stosowanego trędu w wyjaśnianiu tej zagadki, koncentrowaniu się  na skarbie materialnym. Zainteresowany jestem  głównie tym nurtem "mistycznym". Z drugiej strony, gdyby udało się mnie, oczywiście wspólnie z czytelnikami, ten skarb dokładnie zlokalizować, to nie ma ale żadnej pewności czy udałoby się nam go z tej skrytki wybrać i zataskać do domu, mógłby nam przytrawić się jakiś "wylew" czy  inne paskudne choróbsko. No więc, po trzy tygodniowym pobycie w Paryżu na koszt wielebnego biskupa, powrócił Abbe Sauniere do Rennes le Chateau z powrotem, zakupując przezornie  we francuskiej metropolii kopie obrazów Poussin'a i Ternier'a.

Zapoznajmy się też z drugą wersją tego misterium, która według mnie jest tą właściwą.

 Dzwonnik, Antione Captier, znalazł w drewnianej  kolumnie podłużne i wąskie naczynie szklane które oddał Abbe Sauniere. Dodać w tym miejscu należy, iż Noel Corbu, późniejszy właściciel posiadłości  proboszcza Sauniere, po raz pierwszy mówił w 1956 o jednym pergaminie,-nie o kilku ! Wróćmy zatem do dalszych robót renowacyjnych i jej ekipy. Sauniere remontował kościół i zmieniał jego wewnętrzny wygląd, musiało się jednak coć ważnego wydarzyć co skierowało jego zainteresowanie na pewną kamienną płytę stanowiącą część kościelnej podłogi, to znaczy, na to co znajduje się POD  KOSCIOŁEM. Z całą pewnością była to  wiadomość która umieszczona była w tej szklanej rurze (fiołce). Sauniere wiedział   o jaką płytę chodzi i kazał robotnikom ją  unieść. Ukazał się im oczom grobowiec-schowanko, według relacji murarzy  którą wielokrotnie powtórzyli, stał tam garniec ze złotymi monetami, według późniejszej relacji Sauniere nie były to monety lecz bezwartościowe medaliony z Lourdes, na jego miejscu też bym coś wymyślił, na Lourdes jednak z mety bym nie wpadł.

Robotnicy  odkryli  w tym grobowcu jeszcze jeden otwór, okazało się że  było to wejście do drugiego grobowca. Abbe Sauniere odesłał natychmiast robotników do domu a sam zamknął się w kościele na całą noc. Prace remontowe na kilka dni zostały wstrzymane. Wydaje się, a właściwie należy przyjąć to za pewnik, że ten właśnie moment a nie żaden inny zadecydował o powstaniu  tego misterium i o odkryciu  "wielkiej tajemnicy".  Co w tym grobowcu Sauniere robił i co tam jeszcze znalazł czy odkrył, tego do dzisiaj nie wiadomo. Nawet jeśli komukolwiek  zdał z wszystkiego dokładną  relację,  to jest ona utrzymywana w glębokiej tajemnicy. Spróbujmy jednak do niej dotrzeć, chociaż nie ma gwarancji że to się w stu procentach uda,  przyjrzyjmy się zatem dokładnie tej płycie która przykrywała wejście do grobowca . Leżała odwrócona. Ta niewidoczna do tej pory część to płaskorzeźba w niezbyt dobrym stanie, przedstawiająca książąt Blanchefort Sigiberta IV uratowanego (powracającego) z niewoli  17. stycznia 681, Sigiberta V i Bera III . Sam napis na płycie pochodzi z roku 771. Cóż w tym niezwykłego? Otóż  Sigibert IV jest rodzonym synem króla Dagoberta II, a jego matka Gisela von Razes (stara nazwa Rennes) miała  przodków gotyckich ( Zachodnich Gotów)  i Celtyckich, a więc starodawnych mieszkańców tego regionu, w prostej lini potomków ATLANTYDOW do których przybyła  Maria-Magdalena po ukrzyżowaniu Jezusa uchodząc z Palestyny przed prześladowcami.W tym miejscu pojawia się pytanie: dlaczego udała się Maria Magdalena akurat w ten zakątek świata, a nie udała się n.p. do Indii czy gdzie indziej, gdzie mogłaby spokojnie wychowywać swoje dziecko/dzieci ?

Odpowiedź nie jest prosta, a dla wielu będzie zupełnie niezrozumiała,- od dłuższego już czasu w stuleciach przed narodzeniem Jezusa Chrystusa miała miejsce reemigracja osiadłych przed 1300 st. ery w Palestynie indogermańskich plemion. Inaczej mówiąc; powrót do ziemi przodków, też do Languedoc.

Zajrzyjmy jednak do wyremontowanego już przez Abbe Sauniere kościółka w Rennes le Chateau. Wspomniałem już, że wystrój tego przybytku nie odpowiada typowym katolickim kościołom. W rzeczy samej, trudno spotkać w takim miejscu Demona ( Asmodeusa) ze strasznym wyrazem twarzy  potrzymującego chrzcielnicę, czy świętą rodzinę - Józefa i Marię- trzymających na ręku po małym Jezusie (bliźniaki?). Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Sauniere wspólnie z Boudet'em pozostawili w tym kościele sporo ukrytych wskazówek. Najbardziej spektakularna jest jednak Droga Krzyżowa. Jeden z miejscowych (Graham Simmans) twierdzi, że Sauniere ukrył  w niej coś rewolucjonego. Każda prawie Stacja zawiera jakiż przekaz, jednoznaczny wniosek  z tych namalowanych (przez Sauniere?)scen jednak  trudno wyciągnąć. Niemniej  niektóre stacje, szczególnie zaś 6 i 7, mogą doprowadzić niektórych do podwyższenia poziomu andrenaliny we krwi. Na Stacji 6 widzimy jak pewna niewiasta  (MM?) podaje Jezusowi białe płótno, jeden z legionistów zasłania coś lub jakiegoś ciekawskiego tarczą. Na 7 natomiast widać zupełnie inną osobę, bez cierniowej korony i z przystrzyżonymi włosami i innym wyrazem twarzy, a  legionista z tarczą znikł. Dokonano wymiany Jezusa na kogoś innego? Na to wygląda!  "Pomyłkę" malarza wykluczam, dlatego, bo tych "pomyłek" w tym kościele jest po prostu za dużo! Należy przyjąć, iż tak wykształceni i inteligentni osobnicy jak Sauniere i Boudet pracowali z gotowym konceptem i z pełnym przekonaniem o tym co robią, po to, by umyślnie przekazać w takiej czy innej formie to co odkryli. Wniosek  może być tylko jedny,- mieli w ręku dowody, jakieś dokumenty, pisma etc., które  przekonały ich o tym, że historia Jezusa nie skończyła się spektakularną śmiercią na krzyżu. Czy mogli postąpić inaczej ? Nie !  Nikt by im nie uwierzył, a dokumenty by zniknęły, sprawie ukręcono by łeb. Bliżej ten problem można naświetlić na przykładzie wywiadu udzielonego przez André Douzet. Jest on wytrwałym i wytrawnym badaczem tej tajemnicy od 40 lat lat i zarazem kontynuatorem badań swojego dziadka, który zebrał wyjątkowo ważne oryginalne dokumenty związane z tym zagadnieniem:

"I można przy pomocy tej makiety ( którą Douzet znalazł na jakimś śmietnisku, a którą wykonał Abbe Berenger Sauniere, T.v.R..) rzeczywiście znaleźć groby Chrystusa i Józefa z Arymatei?"

"Powiedzmy tak: te groby, jako takie, są na tej makiecie zaznaczone. To, że jest to grób Jezusa,- tego nie możemy powiedzieć. Potwierdzić mogę tylko, że chodzi o grób jakiegoś króla. Nie wiemy kim on jest. Na tej makiecie jest wprawdzie wskazówka że chodzi o Jezusa, ale to nie wystarcza by twierdzić że jest to jego grób. (....) Te miejsca można łatwo odnaleźć jeśli się wie jak należy tę makietę czytać. Istnieją tylko dwa miejsca które w okolicy Perillos do tej makiety dokładnie pasują. Musi Pan tylko ustalić gdzie na tej makiecie jest północ i jak ją czytać. Potem jest już łatwo ten grób znaleźć."(.....)

"Pytam się konkretnie jeszcze raz: Znalazł Pan rzeczywiście ten grób ?"

"Tak, znalazłem dokładnie to miejsce z grobami, po tym, jak cały rok intensywnie je szukałem i przeprowadziłem odpowiednie badania. Istnieją dwa ganki (krużganki), do których wejście jest niedostępne, do tego znalazłem sporo rzeczy : 27 kg. monet, królewskie pieczęcie, klejnoty, antyczne miecze i dużo innych rzeczy." (k.cyt)

Załóżmy że Douzet mówi prawdę, nikogo jednak do tych grobów nie zaprowadził,-dlaczego ?, bo to wiąże się z problemem odpowiedzialności, każdy  w czasie prowadzonych przez siebie badań dochodzi kiedyś do takiego punktu w którym musi się siebie zapytać czy  może wziąć na siebie  odpowiedzialność za udostępnienie wyników swoich badań i wynikających z nich  następstw.  Czasami jest lepiej milczeć. Inny badacz operujący w tym rejonie, Manfred Dimde, który też twierdzi że znalazł  te groby pisze wręcz, że cały czas  miał za sobą  prześladowców i był non stop pod obserwacją, i dodaje: "z drugiej zaś strony ludzkość na tego rodzaju odkrycie nie jest przygotowana." To jest bezsporny Fakt ! Dimde idzie nawet dalej i ostrzega: "Proszę wyjść z tego założenia, że istnieją organizacje, ludzie i moce, które nie życzą sobie tego by to zrobić (dokonać ostatecznego odkrycia, T.v.R.).  Im byli już obaj proboszcze, Sauniere i Boudet, ze swoimi publicznymi występami bardzo nie na rękę." Jak wobec tego wyświetlić tę tajemnicę?, no cóż, niełatwe zadanie, moim zdaniem należy zrezygnować z praktyki i zająć się teorią.

T.v.R

 

 

Katharzy.

Kiedy bierze sie do reki ksiazki uznanych fachowców- historyków reprezentujacych przerozne gałezie tej nauki i wglebi sie w ich dziela, to za kazdym razem pojawia sie wiecej pytan niz odpowiedzi ktore w ich pracach poszukuje. Po poddaniu serwowanych przez nich "wiadomości" dokladnej analizie okazuje sie, ze uprawiaja klecenie historii do czego nalezy tez, ze pewne sprawy calkiem umyslnie pomijaja i w konsekwencji wynajduja historie ktorą historycy drugiego i trzeciego rzutu zwyczajnie odpisuja, co prowadzi prosto do kompleksowego oglupiania. Dotyczy to rowniez pisanej historii Katharow i Templariuszy, mozna przerzucic stosy artykulow i dziesiatki ksiazek i na najbardziej frapujace ale rowniez decydujace pytanie : Dlaczego te dwa Zakony tak wyraznie dystansowaly  sie od nauki (Ideologii) rzymsko-katolickiego kosciola ?,- zadnej konkretnej odpowiedzi nie mozna znalezc, tylko pare powierzchownych nic nie znaczacych uogolnien. Jest pewnego rozaju ironia iz wiekszosc historycznego materialu dotyczacego Katharow i Templariuszy znajduje sie w rekach katolickiego kosciola w postaci protokolow Inkwizycji,  material ten jednak jest malo uzyteczny, bo spisane zeznania - bez wyjatku - uzyskano po nieprawdopodobnych torturach ktorym poddano jednych i drugich. Pomine ich oficjalna historie bo nie wnosi ona nic co odnosi sie do tego misterium z Rennes le Chateau. Warto jednak nadmienic, ze czlonkowie tych Zakonow rekrutowali sie w duzej mierze z arystokracji osiadlej w Languedoc, obszarze przewyzszajacym  kulturowo reszte Europy. Ziemia ta w jakims stopniu musiala na niezliczonych przybyszy szukajacych tutaj swojego miejsca do osiedlenia w jakis magiczny sposob oddzialywac. Atlantydzi; ich potomkowie Celtowie, Galowie, Germanie, reemigranci z Palestyny z przed i po narodzeniu Jezusa, Maria Magdalena z "rodzina", Zachodni Goci, by wymienic tych najwazniejszych, potem Katharzy ktorzy odrzucali oficjalna wersje katolickiej nauki i znalezli tutaj akurat  najbardziej zagorzalych swoich zwolennikow tak wsrod sfer arystokracji jak i prostych mieszkancow, w czesci rowniez Templariusze i  krolewski rod MEROWINGOW.  Co mieli oni wszyscy ze soba wspolnego ze wlasnie ten skrawek ziemi sobie upodobali. Czy istnialo cos z czym wspolnie sie identyfikowali? Wydaje sie to nieprawdopodobne, a jednak istniala miedzy nimi wiez; duchowa i powiazani byli wiezia krwi. A dowody ?,- do diabla z nimi! Jesli jednak jakis uparciuch nie moze bez nich sie obejsc to je znajdzie w Bibli, stracila ona, co prawda, juz definitywnie swoja wartosc jako zrodlo historyczne (patrz i poszukaj w dziale Biblia S.T.artykul Pusty Tron), niemniej jest wartosciowa pozycja etnograficzna.

O Katharach sie mowi i pisze ze sa duchowymi spadkobiercami Bogomilow. Bzdura!  Przez  ich zachowanie, postepowanie i sposob zycia wyrazilo sie to co lezalo juz od tysiacleci w tej ziemi, mianowicie to co katolicy nazywaja  herezja !  Czyli, bogactwo mysli, duchowe dobro i najwyzsze wartosci pielegnowane i otrzymane w spadku po cywilizacji ATLANTYCKIEJ.

Uwidocznilo sie to najbardziej w rownouprawnieniu mezczyzn i kobiet. Wedrownymi nauczycielami (religii?) byli przedstawiciele obojga plci. Dalej,- nie stosowali zadnej kaplanskiej hierarchi tak jak w kosciele katolickim,- owych "posrednikow" miedzy Bogiem i ludzmi. Nie uznawali "wierzenia" w formie wiary katolickiej, stawiali na osobiste rozpoznania, fanatyzm byl im zupelnie obcy. Nie modlili sie do krzyza bo nie wierzyli w to, ze czlowiek jako osoba smiertelna  moze przybrac boska postac. Tym samym smiertelny Jezus mogl byc jedynie prorokiem (nauczycielem).  Do tego zyli prosto, byli wegetarianami, nie odprawiali mszy, nie stawiali kosciolow, ich "nabozenstwa" odbywaly sie  pod golym niebem (Kromlechy sie klaniaja). Podstawową wartością katharską byla jednak  TOLERANCJA, to przyciagalo rzesze arystokratow w ich szeregi, ludzi wyksztalconych i otwartych. Ideolodzy katolickiego kosciola  wpadli w panike, poczuli sie zagrozeni, to co najbardziej cenili,-luxusowe zycie i ogromne majatki znalazly sie w niebezpieczenstwie. Papiez Innocenty III wezwal do krucjaty przeciw "heretykom", pod jego sztandarowym zawolaniem: "Zabijcie wszystkich, Bog swoich rozpozna !" zrobiono z Katharami "porzadek". Tak zwane wojny albigenskie zaczely sie w 1209r. i trwaly 20 lat. Armia z 30.000 tys, zoldakow caly ten region z pustynnila, kraj splynal potokami krwi, mordowano wszystkich: mezczyzn, kobiety i dzieci, miasta i wsie zrownano z ziemia, w samym Beziers, dla przykladu, zamordowano 15,000tys. osob bez wzgledu na wiek i plec. W Tym mordowaniu brali tez udzial uczestnicy wypraw krzyzowych do Palestyny, tak zwana "Milicja Chrystusa". Po zakonczeniu walk byl ten kraj nie do rozpoznania, rzucony w otchlan katolickiego wstecznictwa, doprowadzony do chrzescijanskich europejskich  standardow.  Ostatnim katharskim bastionem oporu byla potezna twierdza Montségur lezaca okolo 60 km. na zachód od Rennes le Chateau. Praktycznie nie do wziecia, obroncow wzieto glodem i pragnieniem, po 10 miesiecznym oblezeniu zaloga, i ci co sie schronili, poddali sie. Nie jest zupelnie jasne co stalo sie z przechowywanym tam skarbem, istnieja conajmniej dwie wersje, jedna mowi ze dostal sie w rece oblegajacych, czyli katolickiego kociola, ta druga mowi ze Zakonnicy ten skarb trzy miesiace przed kapitulacja w styczniu 1244 z twierdzy wyniesli i schowali w innym miejscu. Jakim! Tego nie wiem, jest jednak bardzo mozliwe ze gdzies w okolicy Rennes le Chateau lub w samym Rennes. Ta druga wersja jest wiarygodniejsza, zachowal sie przekaz iz pewien mlody pasterz koz spostrzegl jak jedno jagnie ze stada nagle "zapadlo sie pod ziemie", doszedl do tego miejsca ktore okazalo sie szczelina, wcisnal sie przez nia i wedlug jego relacji w szeregu grotach lezaly stosy zlota, srebra i monet. Jedna monete zabral i opowiedzial o tym mieszkancom Rennes, ci chcieli by wskazal im to miejsce, on ale odmowil. Zostal zamordowany. Mozna by to zaliczyc do legend, ale..... to nie jest jeszcze koniec tej historii. Abbe Saunier uwiecznil tego chlopca-pasterza w plaskorzezbie i umiescil ja w swoim kosciele dokladnie nad konfesjonalem. Ciekawe ? Bardzo !  Czy mozna tą rzezbe zaliczyc do kolejnych wskazowek Sauniere jest oczywiscie kwestia otwartą. W Montsegur, wlasciwie juz po zakonczeniu oblezenia, mialo ale miejsce bardziej spektakularne wydarzenie. W nocy 16 marca spuscilo sie z twierdzy na linach z akceptacja calej zalogi czterech zakonnikow pod kierownictwem piatego. Dlaczego podjeli sie tej niebezpiecznej eskapady ? Podnoze gory na ktorej stal zamek otoczony byl dosyc scislym kordonem 10.000tys. zoldakow. Ratowali katharska wiedze. Ogolnie przyjmuje sie ze byly to dokumenty, pisma, manuskrypty, scisle tajne pisma, tez ksiazki i relikwie, ktore w zadnym wypadku nie mogly trafic w rece  chrzescijanskich bandytow, i w ostatnim momencie ukryte w bezpiecznym miejscu, czyli ten wlasciwy "skarb" Katharow. Do Rennes le Chateau mozna bylo dotrzec konno w pol dnia. Zaloga twierdzy skapitulowala, ale nie przyjela warunkow kapitulacji ktore mieli spelnic by zostali wypuszczeni na wolnosc.  200 obroncow spedzono na dol i zywcem spalono, reszta ktora ten chrzescjanski "akt laski" ("wybawienie z grzesznego zywota") widziala  z gory, podobno skoczyla ze skaly wybierajac smierc samobójczą.

Czas skonczyc z ta katolicka ohydą pod batutą papieza i jego adherentów  i zabrac się do wlasciwej rekonstrukcji zapomnianej czy tez ukrywanej historii. Nie jest to zadanie proste, wymaga to przezwyciezenia wmlotkowanych przez setki lat stereotypow, uprzedzen i rozbrat  z tą t.zw. kultura chrzescijanską.

Nie ulega najmniejszej watpliwosci - przynajmniej dla mnie - ze Abbe Sauniere i Abbe Boudet, razem czy pojedynczo, w calosci lub w czesci na ten archiwalny "skarb" Katharow trafili. W jaki sposob do niego dotarli i gdzie go znalezli jest sprawa drugorzedna. Pewne rzeczy staja sie zrozumiale a inne zupelnie przejrzyste. To te dokumenty wlasnie ( archiwum Katharow) sprawily, ze w oczach postronnych, ich zachowanie i postepowanie uznano za "dziwne" (przebudowa kosciola w Rennes przez Saunieres). Zainspirowaly tez Boudeta do wielokilometrowych wedrowek, prób zrekonstruowania Kromlechu na mapie, geodezyjnych pomiarow okolicy Rennes le Chateau i Rennes le Bains, tajemnych wedrowek i t.p. W szczegolnosci jednak  skierowaly zainteresowanie Boudeta w kierunku mistycznym -> "Łazarzu Wyjdź" co dla katolickiego kaplana jest w zasadzie czyms niespotykanym, i w kierunku poganskim co jest z punktu widzenia ortodoksyjnego katolicyzmu postepkiem jeszcze gorszym-> "Sloneczny alfabet"  i tym najwazniejszym-> "La Vraei Langue Celtique et Le Cromleck de Rennes le Bains" (Prawdziwy Celtycki Język i Ten Kromlech z Rennes-les-Bains).

Nic tak nie wzmoglo moje zainteresowanie tym misterium, nawet nie zawarty w książce Boudeta text, nie mowiac juz o materialnych skarbach, jak samo sformulowanie "Prawdziwy Celtycki Język" który był bezpośrednim spadkiem kultury atlantyckiej (patrz- >"Atlantyda" i "Swiatlo Polnocy").

Potratktowalem  to jako wskazowke  na istnienie zasadniczego powiazania z wydarzeniami realnymi majacymi miejsce przed tysiacami lat i z t.zw. mistycznymi na przelomie starej i nowej ery jak n.p. historia Łazarza, grób Jakuba, Maria Magdalena, grób Jezusa, bez wzgledu na to czy są to legendy czy tez wydarzenia prawdziwe. Roztrzygajace w tym wszystkim bylo, ze zwiazane są z poludniowo wschodnim skrawkiem Languedoc gdzie nam sie te pogłoski, misteria, tajemnicze wydarzenia, "herezje", w szczególny sposob spiętrzyły.

T.v.R.

*******

 

Templariusze.

 

Istnieje nieprzebrana ilosc publikacji zajmujacych sie tym Zakonem. Wszystkich poddanych historycznej reedukacji, tych prawomyslnie myslacych, do tych  obwieszczen odsylam. Tutaj zadnego duchowego pokarmu w sensie propagandowej "wiedzy" i jej potwierdzenia,- nie znajda. Sama nazwa "Templerorden" (zakon Templariuszy) wywodzi sie od "Tempel" (ł. templum ), okreslenia jednoznacznie zwiazanego z miejscem niechrzescijanskiego kultu. Takim miejscem byla tez "swiatynia" na wolnym powietrzu n.p. swiety Gaj porosniety wiekowymi debami lub Kromlech, równiez slowianski Chram.  "Swiatynia Salomona" w chrzescijanskim przekazie  nazywana jest Tempel, nawet w Berlinie jest dzielnica Tempelhof  której nazwa moze wywodzic sie od Templariuszy, ale tez od miejsca kultu Germanów, pózniej przejetego przez Slowian, bo w koncu "Tempelhof" to nic innego jak dziedziniec swiatyni, czyli obszar, w pewnym sensie, równy "swietemu Gajowi". Jak  ktos oczekuje, ze podepre moje rozpoznania "niezbitymi" dowodami to sie rozczaruje, nigdy nie przyszlo mi do glowy by cokolwiek udowadniac, po prostu i zwyczajnie kojarze wydarzenia, a to czy harmonizuja one z ogólnie narzuconym tokiem myslenia gówno mnie obchodzi. Istnieje szereg poszlak, a nawet dokladnych  rozpoznan,  iz  Templariusze (nazwa ta przylgnela do nich PO powrocie z Palestyny, prawdziwa ich nazwa brzmiala "milicja Chrystusa")  nie zostali powolani  po to by byc ZAKONEM w sensie stricto, to znaczy,  wspierac  kosciól katolicki ideologicznie lub propagandowo, chronic pielgrzymów w Palestynie etc....etc...,- jak pózniej ich rzekome zadania propagowano,- lecz po to by wykonali konkretne zadanie w Palestynie na zlecenie tajnej organizacji  (Zakonu?),- "Prieure de Sion" ! Organizatorem tego calego przedsiewziecia byl Peter von Amiens, wychowawca i mentor Gottfried'a von Bouillon,- który zostal pózniejszym (nieoficjalnym) królem Jerozolimy po jej zdobyciu w 1099r. Kiedy papiez Urban II  oficjalnie w 1095 r. wezwal do wyprawy krzyzowej by "wyrwac" z rak mahometanów "grób Jezusa" i "Swieta Ziemie" byl Peter von Amiens najglosniejszym propagatorem takiej wyprawy. Mozna spokojnie wyjsc z zalozenia, ze nie kierowal sie fanatyczna religijnoscia lecz politycznym wyrachowaniem. W przeciwienstwie do przywódców Templariuszy, osoby skupione wokól Peter'a von Amiens nie sa z nazwiska znane, musialo sie jednak to towarzystwo skladac z osób wybitnych, arystokratów, zainteresowanych tym by ponownie powolac na tron dynastie Merowingów, która wprawdzie w 8 wieku zostala jego pozbawiona ale nie wymarla do dnia dzisiejszego. Gotfried von Bouillon nalezal do potomków Merowingów, dynastii w której - jak wiesc niesie- plynie krew potomków Jezusa. A to, czy mamy do czynienia z legenda lub prawda  i czy ewentualnie jestesmy gotowi w to uwierzyc jest  w tej chwili bez znaczenia. Istotne jest czy Peter von Amiens i jego supertajne bractwo dysponowali w tej materii jakas wiedza, wzglednie rozporzadzali pelnymi czy fragmentarycznymi dokumentami które taka wersje potwierdzaly ? Niewatpliwie tak, ale ten ostateczny dowód w reku nie mieli i dlatego wyslali tą "milicje Chrystusa" w liczbie 9 osób do Jerozolimy, po to, by odszukali te brakujace informacje. Duzo kwestii zwiazanych z Templariuszami jest owiane mgla tajemniczosci i mistycyzmem. Powolam sie na jeden przyklad : jak bylo mozliwe, ze z  9 mezczyzn  (rycerzy?) wyslanych w tajnej misji do Jerozolimy powstal w krótkim czasie potezny Zakon , niezmiernie bogaty i wplywowy,"potrzasajacy" królami w calej Europie, i podobnie jak szybko powstal  równie szybko zniknal z kart historii ? Istnieje tylko jedna odpowiedz: ponad samym Zakonem istniala tajna egzekutywa która podejmowala wszystkie decyzje, czyli,- "Prieure de Sion" ! Oczywiscie ze to "biuro polityczne" istnialo i.... istnieje!  Kilku jego czlonków bylo nawet na pogrzebie Abbe Sauniere, a Ci z przed okolo 900 lat celowo zadecydowali, ze tych dziewieciu specjalistów od "kreciej roboty", zamieszkaja  w Jerozolimie w skrzydle palacu króla Balduin'a I które zbudowane bylo na fundamentach owej "Swiatyni Salomona". Przedsiewziecia tego rodzaju i o takim zasiegu nie planuje i nie podejmuje sie na pusta gebe, a juz w zadnym przypadku bez konkretnych powodów, które to znowu musialy zostac zainspirowane czyms wiarygodnym. A wiec czym? Istnieja tylko dwie mozliwosci, albo pielegnowanym przez pokolenia tajemnym przekazem ustnym, albo czyms konkretnym którym  byla zwinieta rola z przekazem PISEMNYM , podobnym tym z Qumran. Peter von Amiens znal z pewnoscia obie wersje które sie pokrywaly, czyli mial w reku mocna wskazówke na to, by ten ostateczny dowód z ziemi jerozolimskiej wyluskac. Podobnym tym z Qumran ?,- a jak ! Te role z Qumram nie schowano w róznych zakamarkach st.ery, jak na chama próbuja wciskac wspólczesni ortodoksyjni badacze reprezentujacy kosciól katolicki i badacze izraelscy, tylko w przedziale czasowym od 1 do 70 lat n. ery! Do tego dochodzi, ze autorzy textów z Qumran, kimkolwiek byli (Essenczykami?), stali w opozycji do dynastii królewskiej arabskiego pochodzenia rzadzaca w Palestynie i powolanej na tron przez okupantów, czyli Rzymian i, co nalezy szczególnie podkreslic, w opozycji do zydowskiej kasty kaplanskiej zawdzieczajacej swój awans dynastii Herodów i wspólpracujacej scisle z zaborcami, co jednoznacznie wynika z analizy udostepnionych juz qumranskich textów. Ci ostatni w oczach owych, jak pielegnuje sie dzisiaj ich nazywac, "Essenczyków",  byli nikim innym jak ZDRAJCAMI sprawy.... no, ale czyjej ?  Oczywiscie ze nie tej zydowskiej, w powszechnym dzisiaj rozumieniu, tylko jerozolimskich powstanców walczacych z okupantami i ich  wspólpracownikami,- tymi  nadanymi  z urzedu Arcykaplanami. Równiez dlatego, bo  nie mozna zaliczyc wszystkich ówczesnych  mieszkanców Palestyny do Zydów, mimo ze tak jednoznacznie do przestrzegannia tego (mojzeszowego?)  PRAWA nawolywali. Wynika to zreszta z wypowiedzi samego Jezusa:  "Jestem poslany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela" (Mateusz 15,24). Ten gleboki konflikt miedzy czescia jerozolimskiej elity popierajacej dynastie Herodów, a zatem okupacyjna polityke Rzymian z jednej strony, oraz jerozolimskimi patriotami z drugiej strony, rozgrywal sie na dwóch plaszczyznach: teologicznej i zbrojnej. W obu przypadkach obóz narodowy poniósl kleske. Zburzono Jerozolime i Tempel, a faworyt Rzymian i wspólpracownik Arcykaplanów, Saulus, (Pawel) zalozyl nowa religię,- która była jedynym wyjściem dla "żydowskiej" elity.  Konsekwencją tych wydarzen byly przesladowania ( n.p. zabicie "brata Pana"-Jakuba goracego obroncy starozytnego PRAWA,  przez  uleglych Rzymowi Arcykaplanów-kolaborantów), które zmusily przywódców "Essenczyków" do reemigracji. Tym sposobem niektóre pisma ( role) trafily do Europy, a konkretnie do poludniowej Francji (Langwedocji). Przedstawilem te wydarzenia w ogromnym skrócie po to by ulatwic zrozumienie dzialalnosci Peter'a von Amiens & Co. Po powrocie Templariuszy z Palestyny rozrósl sie ten zakon do niebywalych rozmiarów, dysponowal ogromnym bogactwem, a jego czlonkowie "opluwali krzyż i deptali go nogami", czy, jak zeznal jeden z tego bractwa,  podczas przyjecia go do zakonu powiedziano mu: "Wy wyznajecie falszywa wiare, bo on (Chrystus) jest w istocie falszywym prorokiem. Wierzcie tylko w Boga który jest w niebie, nie w niego",  jak zapisano w protokolach inkwizytorów po 13 pazdzierniku 1307, dniu w którym z rozkazu Filipa Pieknego, wspólpracujacego reka w reke z papiezem, wiekszosc Templariuszy we Francji aresztowano. Nie pozostaja wiec zadne watpliwosci co do tego, ze stosunek Templariuszy do Jezusa w zadnym wypadku nie pokrywal sie z nauka gloszona przez kosciól rzymski. Akcja ta, poza rozbiciem samego zakonu Templariuszy i spaleniu zywcem na stosie ich Wielkiego Mistrza, Jacques de Molay, w gruncie rzeczy nic nie dala, dokumenty i pisma, a takze ogromny skarb materialny nie znaleziono do dzisiaj. Istnieli wiec ludzie  którzy w pore wszystko zabezpieczyli, nimi mogli byc jedynie Ci którzy Templariuszami sterowali i o tej akcji wiedzieli,- czyli tajny zakon  zwany dzisiaj ""Prieure de Sion" ! Nie wszyscy Templariusze ale wpadli w sieci Filipa, a tymi byli tez zakonnicy z Bézu, miejsca lezacego niedaleko Rennes le Chateau. W tym miejscu nalezy cofnac sie cokolwiek w czasie, jednym z najbardziej zasluzonych Wielkich Mistrzów  Templariuszy byl Bertrand de Blanchefort, arystokrata z Languedoc powolany na te posade w 1153, który sprowadzil w okolice Rennes górników z Niemiec,- po co ? Duzo legend krazy na ten temat. Ta najprawdopodobniejsza brzmi: zbudowali w skalach  trudno dostepny i trudny do wykrycia SEJF. W czasie kiedy Filip rozprawial sie z zakonnikami, Ci przebywajacy w klasztorze w Bézu cieszyli sie doskonalym zdrowiem pod opieka niejakiego Seigneur'a de Got i uwaga!,- urzedujacy wówczas papiez z domu Bernard de Got a z racji wykonywanego zawodu, Klemens V, pochodzil  z rodziny Blanchefort, mianowicie jego matka  nazywala sie Ida de Blanchefort. Ostatnia z tego rodu  byla nie kto inna tylko Marie de Blanchefort pochowana na cmentarzu w Rennes le Chateau i z którego to nagrobka Abbe Sauniere usunal wszystkie napisy. Podobnie zrobil Boudet na cmentarzu w Rennes Le Bains. Mozna wiec z calym spokojem przyjac, ze KlemensV byl w to misterium wtajemniczony, i z tego tytulu Templariusze z rejonu Rennes le Chateau cieszyli sie jego wzgledami,- byli pod jego ochrona bo nalezeli do strazników "sw. Grala", pilnie strzezonej tajemnicy.  Wydaje sie to nielogiczne- ale jest !,- co innego znac tajemnice a co innego odwalac zwyczajna "papieska robote."  Na koniec warto by postawic pytanie: czy tych "dziewieciu" opróznilo dokumentnie skrytki "Essenczyków", zalozonych  przez nich w podziemiach "Salomonowej Swiatyni"?, wyglada ze nie, wspólczesni archeolodzy odnalezli  tunele które wydrazyli Templariusze, nie pozwolono im jednak dalej grzebac ze wzgledów "religijnych", jak oficjanie podano do wiadomosci, nieoficjalnym powodem jest jednak strach przed  niekontrolowanym dotarciem do szokujacych wiadomosci które dzisiaj trudno byloby zataic przed swiatowa opinia spoleczna. Nie jest to jednak powód do niepokoju, istnieje szereg innych mozliwosci dotarcia do ukrywanych, czy nie naglasnianych wydarzen z dalszej i blizszej przeszlosci, zakladajac naturalnie, ze tego chcemy. Tym którym udziela sie niepokój innego rodzaju-strach przed POZNAWANIEM-zalecam, by w tym miejscu przestali czytac, poniewaz dalsza czesc moich rozwazan to rewizjonizm "pur",-czyli autentyczna i czysta "herezja", wzglednie, jak ujmuja to dzisiejsi nauczyciele motlochu: (że) "nie moze czegos być, co być nie powinno!"   

T.v.R.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Datenschutzerklärung
Eigene Webseite von Beepworld
 
Verantwortlich für den Inhalt dieser Seite ist ausschließlich der
Autor dieser Homepage, kontaktierbar über dieses Formular!